"Co Ty na to, Pani poseł?"
• Katarzyna Matusik - Lipiec
Moje pierwsze spotkanie z Państwem zaplanowałam tak: napiszę o propozycjach przygotowanych przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej dotyczących możliwości tworzenia mini żłobków i rozwiązań prawnych temu towarzyszących, wszak baby boom, to temat na czasie. A miejsc w żłobkach i przedszkolach ciągle u nas jak na lekarstwo. Za to w szkołach jest ich nadmiar, ale coraz bardziej brakuje uczniów. Do wspomnianych tematów powrócę, ale w kolejnych tekstach. A teraz do rzeczy.
Zaczęło się tak… Wakacje nad morzem, popołudniowy spacer z trzyletnią córką i mężem po kołobrzeskim ryneczku. Zajęta rozmową, odruchowo sięgam po wręczoną mi ulotkę. Rzucam okiem i staję jak wryta: „kolekcjoner.nl – piguły, zioło, prochy”. Bez słowa przekazuję ulotkę mężowi, a On z przekąsem rzuca: „no i co ty na to, pani poseł?”. Co ja na to? Gorączkowo szukam odpowiedzi w głowie: DOPALACZE - ostatnia nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii w Sejmie, to wiosna tego roku, na pewno wydłużona została lista substancji, których dystrybucja będzie zabroniona, co jeszcze? co jeszcze? Kołacze mi się po głowie. Ostatnio w prasie sporo czytałam o „wojnie”, jaką służby kontroli i samorządy wypowiedziały sprzedawcom dopalaczy. To chyba tyle, wstyd przyznać: niewiele. Wieczorem siadam do komputera, otwieram Internet i Google, wstukuję DOPALACZE. Czytam dość długo: fora internetowe, reklamy. Moją szczególną uwagę zwraca akcja informacyjno-edukacyjna Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii: „dopalacze mogą Cię wypalić”, strona internetowa, która rzeczowo wyjaśnia, czym naprawdę są dopalacze. I jeszcze strona wykop.pl, na której koszykarz Gortat przekonuje, że „tylko słabi gracze biorą dopalacze”.
Wakacje nie wakacje, rano dzwonię do pracowników mojego biura poselskiego i proszę o dokładne sprawdzenie stanu prawnego funkcjonowania tzw. ”dopalaczy”. Piszę tzw., bo to określenie nie ma charakteru prawnego czy medycznego, to potoczna nazwa dla substancji o działaniu psychotropowym lub ich mieszanek, które nie znajdują się na liście substancji kontrolowanych przepisami ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii zawiera załącznik, w którym wylicza się zakazane substancje psychotropowe, ich sprzedaż zgodnie z ustawą jest zabroniona.
Problem w tym, że po każdej zmianie ustawy, w sklepach z dopalaczami pojawiają się produkty, których składników nie ma na zakazanych listach. To jak zabawa w kotka i myszkę, pomyślałam. Każdorazowa zmiana ustawy to minimum kilka miesięcy, producenci dopalaczy doskonale zdają sobie z tego sprawę i wykorzystują tę sytuację.
W takim razie prawo powinno stanowić inaczej, tak, by szybciej reagować na nowe, niebezpieczne substancje – nasuwa się kolejny wniosek. Dzwonię do Ministerstwa Zdrowia. Otrzymuję informację: przygotowywane są kolejne zmiany w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii. Pozwolą one na natychmiastowe wycofanie z rynku substancji, która wzbudzi podejrzenia. Tyle prawo. Życie pokazuje, że DOPALACZE znajdują coraz większą liczbę odbiorców. W ubiegłym roku w Polsce funkcjonowało około 50 sklepów z dopalaczami, dziś jest ich ponad 500.
Pokutuje przekonanie, że dopalacze nie są groźne i nie można się od nich uzależnić. Prawda jest zgoła inna. By „obejść” przepisy prawa producenci dopalaczy używają substancji, które nie zostały poddane badaniom klinicznym, często są to obok substancji psychotropowych substancje chemiczne używane w produkcji kosmetyków czy chemii gospodarczej. Trudno więc nawet przewidzieć reakcje człowieka po zażyciu takiego specyfiku. Nie ukrywają tego producenci dopalaczy, którzy na opakowaniach swoich produktów piszą: „nie do spożycia przez ludzi” lub „w przypadku spożycia niezwłocznie udać się do lekarza”. Oczywiście głównie po to, by przyciągnąć jeszcze większą ilość klientów. Gdyby nie ulotka wręczona na kołobrzeskim rynku, DOPALACZE traktowałabym obojętnie. To zdarzenie było jak zimny prysznic. Uświadomiło mi wiele: skalę zjawiska, zagrożenia jakie ze sobą niesie, a przede wszystkim to, że w dyskusji na temat uzależnień temat dopalaczy traktowany jest po macoszemu. O ile zdajemy sobie sprawę z zagrożeń, jakie za sobą pociąga uzależnienie od alkoholu czy narkotyków, to niewielu z nas wie, czym są DOPALACZE.
Przyznaję, nie wiedziałam, nie zwracałam uwagi, byłam obojętna. Kiedy dostałam ulotkę do ręki, uświadomiłam sobie, że trafi ona przede wszystkim do młodych ludzi. A oni nie spędzą tak jak ja kilku godzin, czytając o dopalaczach, tylko pójdą do „kolekcjonerskiego” sklepu i kupią reklamowany specyfik, żeby sprawdzić jak działa.
Pytanie: „Co robić, by uchronić nasze pociechy przed tym zagrożeniem?”, nasuwa się samo. Wydaje się, że nie ma na nie jednej odpowiedzi. Każdy z nas, dorosłych, ma trochę inne zadanie. Moje polegać będzie na aktywnym udziale w pracach legislacyjnych podczas najbliższej nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Do nauczycieli i szkolnych pedagogów należeć będzie rozmowa z rodzicami, by uświadomić ich o istniejącym zagrożeniu. Rodzice muszą uważnie obserwować swoje dzieci i odpowiednio reagować, kiedy zajdzie taka konieczność. Wiem jedno, kiedy następnym razem mój mąż zapyta: „i co ty na to pani poseł?”, nie będę miała problemu z odpowiedzią na tak postawione pytanie.
► "Aleja Edukacji" - wrzesień 2010 r.